blog

MARZEC ’68. Wyganianie ostatnich, polskich Żydów

 

PO WOJNIE

Kiedyś pisałam Wam o pogromie kieleckim w 1946 r. i tym co go wywołało: plotka, która ożywiła zaszczepione przed setkami lat lęki i przesądy na temat Żydów – że przerabiają oni krew chrześcijan (zwykle: dzieci) na macę. Po wojnie ta legenda wybuchła ze zdwojoną siłą: Żydzi osłabieni wojną i zdziesiątkowani Holokaustem mieli szukać we krwi chrześcijańskiej sposobu na odbudowanie sił. Podobne motywacje towarzyszyły Polakom podczas pogromów w Krakowie i Rzeszowie. Silne nastroje antysemickie doprowadziły do tego, że pomiędzy 1945 a latami 60. Polskę opuściło 220 z 250 tysięcy osób ocalałych z Holokaustu[1].

W mojej ocenie nie można też lekceważyć skutków samej ekspozycji ludzi na wojenną przemoc. Etos moralny osób, które doświadczyły wojny, legł w gruzach. Demoralizacja, zobojętnienie, egocentryzm wywołany koniecznością przetrwania w warunkach krańcowych – to wszystko nie skończyło się wraz z 1945 r. Zostało z pokoleniem na wiele następnych lat. Socjolog S. Ossowski w 1946 roku pisał o pojawieniu się w społeczeństwie polskim, w wyniku wojny „mniej lub więcej licznych elementów oswojonych z krwią i mordem”, o „braku przejęcia zbrodnią”, które jest w znacznej mierze wynikiem wojennego treningu: mordowanie Żydów przestało być czymś nadzwyczajnym”[2].

 

KASA MISIU, KASA

Kolejnym częstym powodem pączkującego antysemityzmu był majątek. Żydzi uciekając w popłochu przed niemiecką agresją, zostawiali domy, mieszkania, sklepy, a nawet fabryki. Polacy przejmowali „porzucone” nieruchomości z różnych pobudek. Jedni zajmowali przetrwałe budynki, by schronić się przed działaniami wojennymi, bo ich własne domostwa zniszczono. Inni po prostu wykorzystali okazję na wzbogacenie się, myśląc że nikt już po to mienie nie wróci.

Tylko, że Żydzi zaczęli wracać. Pojedyncze osoby, które przetrwały wojnę, prędzej czy później zjawiały się w swoich rodzinnych miastach, by zobaczyć czy przetrwało cokolwiek z ich majątku; ktokolwiek z sąsiedztwa i rodziny. Przykładem tego jest historia ze Słomnik, o której pisałam [TUTAJ]: matka Racheli Knobler przeżyła wojnę, obozy, przesiedlenia, a zginęła w swoim miasteczku z rąk sąsiadów: „gdy przyjechaliśmy do Słomnik w naszym domu mieszkali obcy ludzie. Polacy sądzili, że zechcemy odzyskać nasze rzeczy. Zrobiło się niebezpiecznie”[3].

 

POCZĄTKI KOMUNIZMU – CO DAŁ, CO ZABRAŁ POLAKOM

Polskę w 1945 roku wyzwoliło ZSRR [czy faktycznie ZSRR wyzwoliło Polskę czy nie – nie jest to przedmiotem tego eseju. O stanowiskach w dyskusji pisałam TUTAJ]. ZSRR wprowadziło system komunistyczny w kraju nad Wisłą. Sporo się wtedy zmieniło: kraj zaczął być powoli odbudowywany. W kwestii gospodarczej: skolektywizowano rolnictwo i powstały pegjeery (Państwowe Gospodarstwa Rolne), a fabryki upaństwowiono i postawiono na forsowną industrializację.

Mimo to warunki życia nadal były bardzo trudne. W najlepsze działały łagry, powiększało się grono urojonych i rzeczywistych wrogów systemu, co prowadziło do kolejnych represji i politycznych aresztowań. Prawa człowieka czy prawa obywatelskie były tylko sloganem, który nie znajdował pokrycia w rzeczywistości. Indoktrynacja wyzierała z każdego zakątka kraju, a cenzura cięła co tylko się dało.

 

NADCHODZI ODWILŻ

Stalin do 1953 roku rządził twardą ręką, a po jego śmierci nastąpiła tzw. „odwilż październikowa”. Życie w Polsce tamtego czasu było nieznośne, ale czarę goryczy przelał tajny referat sporządzony przez sowieckiego przywódcę Nikitę Chruszczowa, który objął władzę po Stalinie. Na zjeździe Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego ujawnił on zbrodnie dokonane przez Stalina, co wywołało szok u obywateli i przyniosło realne skutki nie tylko w sowieckiej Rosji, ale także w Polsce, na Węgrzech czy w Gruzji. Rozpoczęła się odwilż w krajach Sowieckiego Sojuza.

 

W tym miejscu warto napisać, że w komunistycznej Polsce ujawnienie zbrodni stalinowskich wydarzyło się w momencie, gdy dwie grupy ścierały się o władzę: Natolińczycy (przeciwni reformom systemu) i Puławianie (którzy tych reform chcieli). Natolińczycy obarczyli odpowiedzialnością za zbrodnie stalinowskie … Żydów. Puławian również nazywali Żydami[5]. Stosowanie określenia „Żyd” jawiło się zatem jako inwektywa, obraźliwe określenie.

Władzę w 1956 roku objął Gomułka. W związku z odwilżą, polskie władze zapowiadały szereg pozytywnych zmian: miała zostać ukrócona samowola służb bezpieczeństwa, cenzurę miano ograniczyć, a więźniów politycznych okresu stalinowskiego miała czekać amnestia.

 

ŻYDOKOMUNA

Skąd w ogóle wzięły się te wszystkie slogany o Puławianach-Żydach, Żydach odpowiedzialnych za zbrodnie stalinowskie, żydowskim spisku, który wstrzymał wydanie książki Natolińczyka – Mieczysława Moczara? Było to klasyczne „argumentum ad ŻYDOKOMUNA”. To temat szeroki i chciałabym o nim co nieco napisać przy innej okazji, ale po krótce: pod koniec XIX wieku zaczęły się pojawiać różnego typu mary, wytwory wyobraźni osób, które miały problem z Żydami. Powstawały różne paszkwile, pamflety i inne twory, które wzbudzały niechęć i podejrzliwość wobec Żydów. Posądzano ich o to, że chcą przejąć władzę nad Warszawą, później posądzano, że jednak chcą opanować Polskę, a dziś obserwujemy podobne stanowiska, które mówią o zdominowaniu przez Żydów całego świata.

Nie była to żydokomuna sensu stricte, bo termin ten pojawił się w latach 20. i 30. XX w. w bolszewickiej Rosji, ale widać, że nie wziął się znikąd – że podejrzenia kiełkowały latami. Żydzi mieli sterować ruchem komunistycznym: Karol Marks miał korzenie żydowskie, Lew Trocki tak naprawdę nazywał się, czołowi bolszewiccy rewolucjoniści: Kamieniew i Zinowjew również Żydami z urodzenia byli, a dziadek Lenina od strony matki także był Żydem. Wygląda to jakby faktycznie tylko Żydzi uczestniczyli w bolszewckiej intrydze. Ale nie było tak: wśród bolszewickich rewolucjonistów było także wielu przedstawicieli innych mniejszości zamieszkujących cesarstwo rosyjskie. Niemców, Łotyszy, Ukraińców, Gruzinów, a także Polaków. Na czele ze zbrodniarzami Feliksem Dzierżyńskim i Wiaczesławem Mienżyńskim”[6].

 

PRZEPYCHANKI W PARTII

Odwilż przyniosła rozluźnienie sytuacji na wielu płaszczyznach. Stalin przewracał się w grobie widząc  przepychanki w partii, które za jego rządów były nie do pomyślenia. Konflikt między Natolińczykami a Puławianami zaostrzał się. Gomułka żeby utrzymać władzę musiał działać. Postanowił zakończyć konflikt i dążył do tego, by minimalizować rozłamy w partii.

Zaczął lawirować między niechcącymi zmian Natolińczykami, a dążącymi do nich Puławianami. Natolińczycy wówczas stanowili większość aparatu partyjnego, przez co Gomułka musiał z nimi współpracować, ale nie chciał rezygnować z internacjonalnego charakteru partii i chciał wzmocnić jej pozycję, którą osłabiły wewnętrzne konflikty.

Mimo próby romansowania z Natolińczykami, PZPR w 1957 roku wydało okólnik, w którym zapewniało, że chce utrzymać internacjonalny charakter partii i że nie znajdzie się w niej miejsce dla szowinistów, rasistów i antysemitów[7].

 

CO U ZWYKŁEGO KOWALSKIEGO?

Sytuacja gospodarcza w kraju była trudna. Po odwilży wprowadzono najpierw jedną, a później drugą „pięciolatkę”, czyli kolejne plany gospodarcze. Po krótce: kładły one duży nacisk na rozwój przemysłu i wytwarzania dóbr materialnych: pojawiał się więc kopalnie, zakłady azotowe, rafinerie. Produkowano grzejniki, telewizory, pralki. Wydawać by się mogło, że przyniesie to same korzyści – niestety nie do końca. Odbiło się to m.in. na tym, że rolnictwo było słabo dofinansowane, co spowodowało kryzys na rynku żywności, a co za tym idzie – drastyczny wzrost cen. Z biegiem lat zakres swobód obywatelskich zaczął się kurczyć, nastroje społeczne były coraz bardziej wzburzone, a rozczarowanie – coraz bardziej dotkliwe.

 

U INTELIGENTÓW ZACZYNA SIĘ ROBIĆ GORĄCO

Gomułka przestał przebierać w środkach. Pogarszająca się sytuacja doprowadziła do różnych aktów nieposłuszeństwa, na co ówczesny sekretarz KC PZPR reagował w przemocowy sposób, wykorzystując ZOMO (oddziały Milicji Obywatelskiej) i rozbudowując w ogóle, aparat policyjny.

Co istotne z punktu widzenia opowieści o Marcu 1968, ponownie zaczęły święcić triumfy postawy antyinteligenckie. Cenzura przybrała potężne rozmiary, a przydział na papier do druku książek ciągle malał.

W światku inteligenckim rozpoczęła się awantura o utwór „Siedem polskich grzechów głównych” Z. Załuskiego, który ideologicznie mocno flirtował z Moczarem i „partyzantami”. Próby polemizowania z mocno nacjonalistycznymi poglądami autora kończyły się zaszufladkowaniem „po drugiej stronie boiska”.

W murach Uniwersytetu Warszawskiego również narastał sprzeciw. Dwaj doktoranci – Modzelewski i Kuroń wystosowali do partii list, w którym krytykowali ustrój panujący wówczas w Polsce. Nie tylko wylecieli oni z hukiem z partii, ale także wylądowali w więzieniu. Powstaje wtedy silny ruch tzw. komandosów, solidaryzujący się ze skazanymi, który dalej będzie próbował podważać autorytet władz.

 

WIDMO KRĄŻY PO POLSCE – WIDMO NACJONALIZMU

Zaczęła się walka o to, kto przejmie pałeczkę po Gomułce. Do objęcia władzy po Gomułce mieli się przygotowywać Edward Gierek i Mieczysław Moczar. W przypadku wydarzeń marca 1968 szczególnie istotną rolę odgrywał Moczar – generał wojskowy i minister spraw wewnętrznych. Podobno miał mieć znaczące powiązania z KGB. Skupiał tzw. „partyzantów”[8][9]. Grupę tę charakteryzowały mocno nacjonalistyczne i konserwatywne poglądy. Duże poparcie zyskała ona m.in. ze strony stowarzyszenia PAX, kierowanego przez działacza ONR – Bolesława Piaseckiego.

Moczar napisał książkę pt.: „Barwy walki”, gdzie spisał swoje wspomnienia. Kiedy cenzorzy określili książkę jako antyradziecką i antysemicką, Moczar miał jako winowajców wstrzymania jego publikacji wskazać żydowski spisek. Pokazuje to jaki stosunek grupa partyzancka dowodzona przez Moczara miała do Żydów.

 

A DO TEGO JESZCZE KOLEJNA WOJNA

Kiedy wybuchła wojna 6-dniowa w 1967 rok, nazywana wojną izraelsko-arabską, w Polsce podniosły się głosy o imperialistycznych ambicjach i zapędach Żydów. Dlaczego? Izrael był wspierany przez Stany Zjednoczone, które przecież były największym wrogiem Sojuza. ZSRR i w ślad za nim Polska Rzeczpospolita Ludowa, potępiły działania Izraela i zerwały z nim stosunki dyplomatyczne. Nie do końca było to zbieżne ze stanowiskiem Polaków, wśród których pojawiały się postawy proizraelskie[10].

Partia musiała trzymać rękę na pulsie. MSW prześwietlało wszelkie ugrupowania, które mogły mieć „prosyjonistyczny” element. Z tych badań sporządzano raporty, które miał być fałszowane przez przedstawicieli Służby Bezpieczeństwa. Dlaczego? Miał to być element walki politycznej Moczara o zajęcie stanowiska po Gomułce. Moczar był wówczas premierem PRL i to jemu podlegały wywiad, kontrwywiad i bezpieka.

Wokół ówczesnego premiera Mieczysława Moczara zaczęły się gromadzić osoby, którym antysemityzm był w smak. Podgrzewali oni atmosferę pogłoskami o tym, że polskie środowiska żydowskie wiwatują na wieść o agresji izraelskiej na Arabów, że cieszy ich destabilizacja pokoju światowego, że taka sytuacja może skończyć się III wojną światową. Ludzie byli przerażeni wizją ponownego, krwawego konfliktu.


5 KOLUMNA – O CO Z TYM CHODZI?

10 lat po wydaniu przez PZPR okólnika gorąco zapewniającego, że w partii nie ma miejsca dla rasistów i antysemitów, Gomułka porzucił tak gorliwie deklarowaną przez siebie, wzniosłą ideę internacjonalności partii komunistycznej. Mając podparcie w stosie raportów jasno wskazujących, że problem prosyjonistyczny istnieje (to czy Gomułka był świadom tej manipulacji czy nie, nie podlega mojej ocenie), kilka dni po wojnie 6-ciodniowej w jednym ze swoich przemówień, które poświęcił tematowi tej wojny, stwierdził iż „Izrael ma w Polsce swoich ukrytych sprzymierzeńców „w syjonistycznych środowiskach Żydów”.

„Ale nie możemy pozostać obojętni wobec ludzi, którzy w obliczu zagrożenia pokoju światowego, a więc również bezpieczeństwa Polski i pokojowej pracy naszego narodu, opowiadają się za agresorem, za burzycielami pokoju i za imperializmem. Nie chcemy piątej kolumny w Polsce. Niech, ci, którzy odczuwają, że słowa te są skierowane pod ich adresem – niezależnie od ich narodowości – wyciągną z nich właściwe dla siebie wnioski”[11].

5 kolumna to słowo z nomenklatury wojennej [12], które oznacza wewnętrznego wroga, który cicho czeka aż będzie mógł zacząć atakować. Jak to się ma do Polski? Ano tak, że mniejszość niemiecka w Polsce, przed wybuchem IIWŚ mocno wspierała antypolskie kroki wymierzone przez III Rzeszę. Zatem: Żydzi jesteście spoko i równi, ale jesteście też trochę jak hitlerowcy, którzy czekali by ukatrupić Polskę od środka.

Określenie Żydów jako „5 kolumny” okazało się niezwykle nośne, nawet mimo tego, że wyrażenie to zszokowało niektóre osoby będące u władzy, które postulowały usunięcie go z pisanej wersji przemówienia. Określenie to padło na bardzo podatny grunt hodowanego po cichu, podgrzewanego stopniowo antysemityzmu powojennego. Moczarowcy dostali zielone światło do działania. To był czerwiec 1967 roku.

W kolejnych miesiącach rozpoczęły się czystki – zwalniano oficerów żydowskiego pochodzenia, dziennikarzy, urzędników. Usunięto z pracy w szpitalu nawet Marka Edelmana – lekarza i ostatniego, żyjącego przywódcę powstania w Getcie Warszawskim. Zwalniano wykładowców i usuwano żydowskich studentów z uniwersytetów. Warto przypomnieć, że w powojennej Polsce Żydzi otrzymali dostęp do wysokich, publicznych stanowisk: mogli być wykładowcami akademickimi, oficerami, urzędnikami państwowymi, co było bezprecedensowe w historii Polski[4].

 

ciąg dalszy nastąpi . . .

________________________________________________________________

BIBLIOGRAFIA:

[1] F. Tych, Marzec ’68, Geneza, przebieg i skutki kampanii antysemickiej lat 1967/68

[2] Następstwa zagłady Żydów 1944-2010. Red. Adamczyk-Garbowska, Monika; Tych, Feliks. Lublin: Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, 2011, 926 s. ISBN 978-83-227-3263-2

[3] Klaudia Skrężna. Artykuł „Mroczna historia z małego miasteczka” ukazał się w Dzienniku Polskim – 1 września 2012 roku, wspomnienia Racheli Knobler

[4] Następstwa zagłady Żydów 1944-2010. Red. Adamczyk-Garbowska, Monika; Tych, Feliks. Lublin: Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, 2011, 926 s. ISBN 978-83-227-3263-2

[5] Witold Jedlicki w artykule pt. «„Chamy i żydy”», opublikowanym w 1962 r. w „Kulturze” nazwał Natolińczykow chamami – oddanych Moskwie, uczciwych ludzi, Puławian – Żydami. https://static.kulturaparyska.com/attachments/75/92/9fba76297be6aa42a84df02adb2d79229bfd805b.pdf#page=3

[6] https://www.rp.pl/swiat/art6658241-towarzysz-lenin-byl-zydem, Jehuda Bauer,

[7] Po październiku Gomułka potwierdził, że chce utrzymać internacjonalistyczny charakter partii. W kwietniu 1957 sekretariat KC PZPR wydał okólnik poświęcony zwalczaniu antysemityzmu. Stwierdzono w nim m.in.: „Z całą mocą raz jeszcze podkreślamy internacjonalistyczny charakter naszej partii. Nie ma i nie może być w niej miejsca dla ludzi krzewiących poglądy nacjonalistyczne, szowinistyczne, rasistowskie. Nie wolno tolerować w partii ludzi, którzy próbują zatruwać szeregi partyjne jadem nacjonalizmu i antysemityzmu”[68].

[8]Początkowo użycie nazwy „partyzanci” budziło sprzeciw, bo grupa ta nie miała nic wspólnego z Armią Krajową, a przecież określenie to budzi dość jednoznaczne skojarzenia. Dopiero powtarzane jak mantra przez Radio Wolna Europa, weszło do powszechnego użycia. Nazwa „partyzanci” wzięła się stąd, że zarówno on, jak i grono jego politycznych przyjaciół i stronników mieli za sobą wojenną przeszłość w szeregach Gwardii Ludowej, a następnie Armii Ludowej.

[9]szerzej zob. K. Lesiakowski, Mieczysław Moczar „Mietek”. Biografia polityczna, Warszawa 1998. Zob. też E. Syzdek, B. Syzdek, Mieczysław Moczar – partyzant w aparacie władzy [w:] E. Syzdek, B. Syzdek, Cena władzy zależnej (Szkice do portretów znanych i mniej znanych polityków Polski Ludowej), Warszawa 2001, s. 173–200.

[10] Wojna 6-ciodniowa odbiła się silnym echem w Polsce. Okazała się też katalizatorem negatywnych procesów politycznych narastających od kilku już lat. Równocześnie wywołała stosunkowo żywe zainteresowanie w społeczeństwie, przy czym wbrew zajmowanemu przez czynniki oficjalne stanowisku jednoznacznie proarabskiemu część (większość?) osób skłonna była raczej sympatyzować z Izraelem. Spowodowane to było kilkoma czynnikami, z których zapewne największe znaczenie miał szeroko rozpowszechniony odbiór porażki uzbrojonych przez Związek Radziecki państw arabskich w wojnie z wyposażonym przez Amerykanów Izraelem jako klęski Związku Radzieckiego w „korespondencyjnej” wojnie ze Stanami Zjednoczonymi. Odczucia te najlepiej chyba symbolizowało popularne wtedy powiedzenie: „Nasi Żydzi pobili ich Arabów”. – cyt. Z J. Eisler, Marzec 1968

[11] (Stenogram wystąpienia Władysława Gomułki na Kongresie Związków Zawodowych 19 czerwca 1967 r., cyt. za: D. Stola, Kampania antysyjonistyczna w Polsce 1967–1968, Warszawa 2000, s. 274).

[12] „Określenie „piąta kolumna” pochodzi z czasów wojny domowej w Hiszpanii z lat 1936–1939 i dotyczy działalności wroga wewnętrznego. Pierwszy raz tego wyrażenia użył je gen. Emilio Mola w odniesieniu do zwolenników nacjonalistów znajdujących się w Madrycie, czyli wrogów gen. Francisco Franco”– ŹRÓDŁO: https://marzec68.sztetl.org.pl/slowo/piata-kolumna/

  1. J. Eisler, Marzec 1968
  2. Feliks Tych, Monika Adamczyk-Garbowska, Następstwa zagłady Żydów, Polska 1944-2010

 

Leave a Reply